Luty w Pobierowie. Promenada pusta, w pensjonatach pachnie farbą, a w Niemczech właśnie teraz zapadają decyzje o letnim urlopie. Niemcy planują wakacje wcześnie. Kto ma wolny dom albo apartament na lipiec i nie pokazał go jeszcze niemieckim gościom, na najlepsze tygodnie raczej już nie zdąży. Na maj, czerwiec i wrzesień czasu jest więcej.

Fotografując obiekty na naszym wybrzeżu, widzę jedną rzecz bardzo wyraźnie: goście zza Odry wracają. Tą samą drogą i do tego samego domu. Często z tym samym psem, tylko co roku trochę starszym. Dla właściciela to wymarzony gość. Pod warunkiem, że dobrze go rozumie.
Stare nazwy, nowi goście
Część przyjeżdża tu z sentymentu. Pobierowo to dla nich dawny Poberow, Rewal to Rewahl, Niechorze to Horst, Pogorzelica to Fischerkaten, a Trzęsacz – Hoff. Młodsi tych nazw nie znają i szukają po prostu „Ostsee Polen”. Mało kto wie, gdzie dokładnie leży Pobierowo, za to każdy sprawdzi, ile godzin jedzie się z Berlina. Warto to mieć w opisie.

Kiedy przyjeżdżają
Sezon z Niemcami jest dłuższy, niż się wydaje. Wakacje szkolne zaczynają się tam w różnych landach w różnych terminach, więc jedne rodziny są u nas pod koniec czerwca, inne w połowie sierpnia, a ostatnie wyjeżdżają dopiero we wrześniu. Poza wakacjami przyjeżdżają pary po pięćdziesiątce i emeryci. Maj, czerwiec, wrzesień, październik. Pogoda bywa wtedy różna (coś o tym wiem, patrząc na własne fotorelacje), ale nikomu to nie przeszkadza, jeśli w domu jest ciepło, a w szafie leży dodatkowy koc.
Typowy pobyt to tydzień, najczęściej od soboty do soboty. Starsi goście chętnie zostają na dwa.

Czego szukają
Lista jest krótka i dość przewidywalna:
- kuchnia, w której da się normalnie gotować: ostre noże, duży garnek, ekspres przelewowy i zapas filtrów,
- cisza wieczorem i uczciwy opis okolicy (dyskoteka pod oknem też się liczy),
- parking przy domu, najlepiej bez dopłaty,
- możliwość przyjazdu z psem, bo dla wielu to warunek, a nie dodatek,
- konkrety: metraż, piętro, winda, odległość do plaży w metrach.
Niemiecki gość czyta opis uważnie, a potem porównuje go z tym, co zastał. „200 metrów do plaży”, które w praktyce oznacza sześćset, wraca w opinii szybciej, niż się wydaje.

Język i pieniądze
Tu większość właścicieli się zatrzymuje. Ogłoszenie trzeba przetłumaczyć, na maile odpowiadać po niemiecku, pilnować przelewów z zagranicy, a jak coś pójdzie nie tak, tłumaczyć się w obcym języku. Przy jednym apartamencie to sporo zachodu.
Drogi są w zasadzie trzy:
- własna niemiecka strona i ogłoszenia, czyli dużo kontroli i jeszcze więcej pracy,
- duże portale rezerwacyjne z ogromnym zasięgiem, gdzie Twoja oferta ginie wśród setek podobnych,
- współpraca z niemieckim touroperatorem, który bierze na siebie sprzedaż, język i płatności.
Trzecia możliwość jest u nas najmniej znana, a dla właścicieli domów wakacyjnych często najwygodniejsza. Przykład z naszego wybrzeża to Frosch Ferienhäuser, biuro z Münster, które działa od 1984 roku i ma w ofercie domy oraz apartamenty wakacyjne także w Polsce. Właściciel ustala z opiekunem cenę i terminy, a rezerwacje, rozmowy z gośćmi po niemiecku i rozliczenia prowadzi biuro. Jak to wygląda krok po kroku, opisują na stronie o współpracy z niemieckim touroperatorem.

Zdjęcia, które rozumie każdy
Na koniec coś z mojego podwórka. Niemcy są przyzwyczajeni do katalogów, w których zdjęcia są jasne, spokojne i zgodne z prawdą. Filtry i szerokie kąty „na salę balową” ich nie przekonują. Chcą za to zobaczyć stół, przy którym usiądzie cała rodzina, taras w popołudniowym słońcu i miejsce na rowery. Dobre zdjęcia domu wakacyjnego są w tym przypadku po prostu częścią opisu, tylko bez tłumacza.
Zrób jeszcze prosty test. Przeczytaj opis swojego apartamentu tak, jakbyś był emerytem z Brandenburgii, który przyjedzie tu w maju na dwa tygodnie. Wiesz, gdzie zaparkować? Gdzie rano kupić bułki? Czy pies może wejść na plażę? Jeśli wszystko jest jasne, jesteś w połowie drogi. Drugą połowę można zacząć od zgłoszenia obiektu.
Tomasz Stolz





